You are currently viewing JAK ODKRYĆ PRACĘ, KTÓRĄ POLUBISZ? – WYKONAJ INSPIRUJĄCE ĆWICZENIE

JAK ODKRYĆ PRACĘ, KTÓRĄ POLUBISZ? – WYKONAJ INSPIRUJĄCE ĆWICZENIE

  • Post category:Nowa Praca

Większość poszukujących, którym nie udało się znaleźć wymarzonej pracy, poniosła klęskę, nie dlatego, że za mało wiedzieli o rynku pracy, ale dlatego, że za mało wiedzieli o sobie.

Richard Bolles

Czego dowiesz się z tego artykułu?

jak nie słuchać się innych, jeśli czujesz, że czas na zmianę

jak nabrać pewności, że to nie jest praca dla ciebie

dlaczego tak trudno jest spełnić marzenie

jaka była moja historia i czemu tak od razu mi się nie udało

jakie pierwsze działanie możesz podjąć już dzisiaj: ćwiczenie Odkryj pracę, którą polubisz

Dlaczego tak trudno jest zmienić zawód?

Zawodowa zmiana to duża rzecz. Wymaga zaangażowania, troski, cierpliwości i miłości do siebie. Jednym słowem – może być pod górkę, jeśli wybierzesz się w tę podróż zupełnie sam. Na szczęście masz mnie :)

W tym poście znajdziesz PDF do pobrania, a w nim ćwiczenie, od którego możesz zacząć coś naprawdę fajnego. Myślę, że będziesz zadowolony, bo po pierwsze zobaczysz siebie w nowym i pozytywnym świetle, a po drugie ćwiczenie otworzy ci oczy na nowe zawodowe możliwości, których wcześniej nie byłeś w stanie dostrzec. Nie żałuj sobie tego czasu.

Zanim dorwiesz się do pdfa przeczytaj tekst, bo w nim znajdziesz sporo odpowiedzi i wskazówek odnośnie swojej sytuacji, jeśli jesteś jedną z osób, które są nieszczęśliwe w swojej pracy.

Pierwsze sygnały świadczące o kryzysie

To taki szczególny moment, kiedy wiesz, że dłużej już nie dasz rady.

Wychodzisz rano z domu, ale tak naprawdę chcesz zawrócić. Albo wybrać przeciwny kierunek. Zrobić cokolwiek byle tylko nie iść tam. Nie widzisz sensu w tym, co robisz. Nie czujesz spełnienia. Wykonujesz czyjeś polecenia, aby dotrwać do kolejnej wypłaty. W głowie pulsuje ci pytanie „co ja tu właściwie robię?” I zupełnie nie wiesz, co zrobić z tym życiowym gniotem. Stoisz pod ścianą i jest ci niezmiernie przykro. Czujesz irytację. Chcesz działać, ale stoisz w miejscu, bo niby co miałbyś zrobić. I tak mija ci kolejny miesiąc tego długiego roku. Mozolna harówka w celu przetrwania.

 

Opór otoczenia

Próbowałeś rozmawiać o tym z innymi, bo może ktoś ma jakiś pomysł, coś doradzi. A jedyne, co usłyszałeś to zachętę do zaakceptowania tej sytuacji.

Dlaczego praca nie może być fajna / dlaczego nie potrzebujesz fajnej pracy – „przydatne” argumenty:

– to, co lubisz możesz robić po pracy
– praca jest po to, aby zarabiać pieniądze
– trzeba mieć wybitny talent, żeby robić to, co się lubi i mieć z tego hajs
– trzeba mieć znajomości, żeby ktoś zatrudnił cię u siebie
– trzeba wpaść na super pomysł, żeby były z tego pieniądze
– trzeba być bardzo zdolnym, aby mieć ciekawą pracę i się z tego utrzymać
– jeśli masz rodzinę, nie możesz pozwolić sobie na ryzyko
– pokaż mi kogoś, kto lubi swoją pracę!
– każda praca jest męcząca po czasie
– życie już takie jest

Ta lista jest modyfikowalna w zależności od potrzeb i sytuacji. Można ją wydłużać i rozciągać w nieskończoność, aby wzajemnie utwierdzać się w konieczności tkwienia w tym, co zastane. Zdaję sobie sprawę z tego, że nikt nie żyje w oderwaniu od rzeczywistości i rynek pracy jest, jaki jest i inny nie będzie. Ale to nie znaczy, że nie możesz spróbować poszukać innych rozwiązań niż te, które już znasz.

Czym się motywujemy podejmując zawodowe decyzje

Kilka dni temu widziałam plakat reklamujący jakąś szkołę pomaturalną. Zachęcał do niej hasłem: „mama będzie z Ciebie dumna”. To chyba najgłupszy pomysł, na jaki mogli wpaść autorzy i jedna z gorszych motywacji, jaką powinien kierować się młody człowiek wybierając szkołę czy cokolwiek innego, co dotyczy jego życia. Wiele z tych decyzji właśnie tak jest podejmowanych – pod wpływem nie swoich motywów, obcych oczekiwań i co gorsza – czyjś lęków. Podążasz drogą, która nie jest twoja, a potem przez resztę życia umierasz w niedzielę wieczorem od kaca i myśli o poniedziałku.

Do tego otoczenie utwierdza cię w tym, że tak to właśnie wygląda. Nie wybrzydzaj i ciesz się, że w ogóle masz pracę. Więc skoro wszystko jest w porządku i tak miło się pośmiać z memów o „poniedziałkowym rzygu” to czemu odechciewa ci się żyć na myśl o kolejnych 8 godzinach pracy? 8 tygodniach, 8 miesiącach…

Czemu na to nikt nie ma jakiejś złotej myśli czy porady poza śmiesznym obrazkiem? Nie ma, bo tak samo ledwo zipie. Ale może ma więcej zgody na swoje cierpienie. Może radzi sobie z tym jakoś lepiej i dlatego wyszukuje kolejnych usprawiedliwień dla bierności, bo jeszcze jakoś daje radę?
Nie chcę nikogo karcić ani potępiać. Sama żyłam w ten sposób bardzo długo. A gdy próbowałam jakoś uciec od takiego życia po raz kolejny wpadałam w sidła systemu i własnego myślenia. Bo czasem taka droga jest prostsza, bo wydaje się, że szybciej przyniesie jakiś efekt w postaci monet na koncie. I często przynosi, ale nie sprawia, że mniej cierpisz.

Zaakceptuj swój kryzys

Kiedy rozmawiam z niektórymi znajomymi czy klientami wiem dobrze, kiedy ktoś zupełnie nie czuje tego, co robi zawodowo i jakoś próbuje w tym wszystkim przetrwać. Te osoby zawsze łączy kilka punktów z listy wyraźnych sygnałów świadczących o tym, że czas na zmianę:

myśl o następnym dniu w pracy wprawia w prawdziwe przygnębienie
naprawdę wkurzasz się, że musisz tam iść
– czujesz, że marnujesz swój czas, a prawdziwie żyjesz tylko w weekendy
– masz poczucie zupełnego oddzielenia twojego życia prywatnego od pracy w takim sensie, że w pracy nie możesz być sobą, a w życiu prywatnym zajmują cię kompletnie inne sprawy
– nie bardzo wiesz dokąd zmierza twoje zawodowe życie – ono się po prostu toczy
– przychodzisz pracować, tylko dlatego, że dostajesz wypłatę – gdybyś wygrał mnóstwo kasy natychmiast zaprzestałbyś robić tego, co robisz
– gdybyś został nagle zwolniony następnego dnia straciłbyś zupełnie grunt pod nogami i szukał kolejnego podobnego zajęcia nie czując przy tym żadnych innych emocji poza lękiem o przetrwanie
– zarabiasz naprawdę dobre pieniądze i mimo to nie cierpisz tej roboty – wypłata już dawno przestała koić twój ból
– wstydzisz się mówić o tym, czym się zajmujesz lub gdzie pracujesz

To tak z grubsza. Wiem, że wiele osób wewnętrznie zdaje sobie sprawę z kryzysu, ale czy jest gotowa na zmianę „na zewnętrzu”? Myślę, że może i jest, ale nie wie za bardzo jak to zrobić. I skoro nie wie to próbuje udawać, że w sumie to nie jest najgorzej, bo ciężko przyznać się do własnej bezsilności. Nawet przed sobą.

Marzenia

Trzeba ogromnej wiary w siebie, aby uznać, że to, co czujesz wewnątrz jest prawdziwe i skieruje cię na lepszą drogę niż to, co zwykle nagradza system i świat zewnętrzny.

Z reguły tej wiary nie mamy. Nasi znajomi zwykle też nie. Właśnie dlatego, że szkoła, otoczenie, rodzina, a później i rynek pracy wcale tak bardzo nie oczekują od nas, abyśmy słuchali się serca. Wręcz uczą nas, jak go nie słyszeć. Ale z konsekwencją takiego postępowania żyjesz ty sam. Inni zresztą też tak żyją, bo nie znają nic innego. W związku z tym wszystkim często podejmujesz decyzje, które nie do końca ci służą. Co i tak jest delikatnie powiedziane, bo one zwykle wręcz ci szkodzą.

Ten pierwszy etap, w którym budzi się w tobie dojrzałość do zmiany jest zwykle bardzo ciężki, choć bywa piękny. Oprócz pragnień i nadziei nie masz nic na swoje poparcie. Wszystko, o czym myślisz i co czujesz opiera się o chwiejną, delikatną strukturę marzeń. Dopóki nie nadasz im jakiejś formy, nie wprawisz w ruch działaniem mogą się łatwo spalić od własnego ognia, rozpłynąć w niepewności. Dlatego potrzebujesz konkretów, informacji, planu działania, punktu zaczepienia. Jeśli nie nadasz temu struktury będziesz wiecznie wracał do listy argumentów „dlaczego nie da się mieć fajnej pracy”.

 

Co z tą pasją

Czasem osiągasz już tak krytyczny moment, że więcej już nie udźwigniesz. Po prostu nie i koniec. MUSISZ coś zrobić, bo zwariujesz. Często trafiasz w takich momentach w sidła motywacyjnych guru. To jest bardzo stresogenna sprawa. Z jednej strony słyszysz, że można inaczej, naprawdę da się, zobacz, jak ja to zrobiłem, a z drugiej czujesz w jakiej jesteś d…. (pardon my french). Ten rozdźwięk między idealnym światem mówców motywacyjnych a twoim szarym dniem staje się tylko źródłem dodatkowych cierpień i poczucia beznadziei.

Wtedy przydałby się jakiś konkret poza: „zrób z pasji pracę, a nie przepracujesz ani jednego dnia”. Mi ta rada jakoś nigdy w niczym nie pomogła. Bo szczerze mówiąc jest o kant d… potłuc (pardon eszcze raz). Większość osób nie ma aż tak konkretnych pasji, które tak zaraz dałoby się spieniężyć. Ale powtarzając ten wytarty slogan utwierdza się w przekonaniu, że skoro tak to działa to jego praca po prostu musi być męczarnią. No bo skąd wziąć tę cholerną pasję, skoro do tej pory się nie pojawiła?
No cóż. Może się kiedyś pojawi, a może nigdy. Czy to znaczy, że resztę życia masz przeżyć w nudzie, irytacji i cierpieniu? Nie musisz :)

Niestety etap edukacji, a później i reszta systemu odzierają nas z możliwości dotarcia do naszych prawdziwych i niepowtarzalnych talentów. Ale na szczęście możemy to zrobić „od drugiej strony”. Analizując nasze dotychczasowe doświadczenia edukacyjne, zawodowe i te które robimy, kiedy nic nie musimy, możemy wyłuskać pewien schemat pokazujący nam, gdzie życie idzie nam jakby lżej i bez nieustannego oporu z naszej strony. To tam, gdzie nie czujesz się zmuszany, gdzie robisz coś lekko i bez potrzeby kata nad głową musisz poszukać tej słynnej „pasji”. To będą te obszary, w których możesz się sprawdzić zawodowo, a być może już się sprawdziłeś, ale tego nie dostrzegłeś albo nie określiłeś wyraźnie. Ćwiczenie, które ci proponuję pokaże ci jak na dłoni, gdzie te obszary znajdziesz u siebie. Podczas wykonywania go zobaczysz, że pasją można nazywać bardzo różne aktywności i wcale nie musi to być coś, z czym pasję zwykle kojarzymy.

Możesz też poszukać osób, które są tam, gdzie ty chciałbyś dotrzeć i przyjrzeć się temu, jak to zrobiły. To nie jest tak, że są zawsze działające na każdego niezawodne sposoby. Ale wiele z nich jest przetestowanych na tysiącach osób i wiadomo, że bywają naprawdę pomocne.

Jedno jest jednak pewne – nie zwracaj się o pomoc do osób, które nigdy nie przeszły takiej przemiany, ani nawet nie podjęły żadnych prób. One po prostu nie mają wiedzy i doświadczeń, aby udzielać ci wskazówek czy podzielić się przemyśleniami. Nawet jeśli bardzo cię kochają i chcą dla ciebie dobrze będą powtarzać to, co powtarzano i im tak długo, aż w to uwierzyły. I to jest zupełnie naturalne i to jest ok. Po prostu nie słuchaj się ich.

Jak podjęłam pierwszą próbę, aby coś zmienić

Moja historia jest wręcz wzorcowa. Robiłam wszystko jak należy: skończyłam studia ekonomiczne i zgodnie z wykształceniem wiele lat pracowałam w obszarze finansów zarabiając nawet całkiem nieźle. Po pracy zajmowałam się zupełnie innymi sprawami raczej związanymi ze słowem i obrazem niż z liczbą. Skończyłam podyplomowe studia historii sztuki, którą w sumie zawsze chciałam studiować. Coś tam pisałam dla kogoś, realizowałam jakieś własne drobne pomysły oddalone o całe lata świetlne od mojej finansowej galaktyki. Cieszyłam się nawet, że stać mnie na czesne za studia dzięki mojej pracy. Niestety, po weekendowych wykładach i obcowaniu z artystami-szaleńcami w poniedziałek rano wracałam do moich szalonych excelowych tabelek i faktur. I czułam się naprawdę nie na miejscu. I tak sobie tkwiłam jeszcze jakiś czas w tym stanie rozdarcia i wewnętrznego konfliktu wyżywając się poza pracą.

Naturalną koleją rzeczy byłoby albo pięcie się po szczeblach korporacyjnej struktury albo podobne stanowisko w innej firmie. Ale ja postanowiłam inaczej. Uznałam, że dobre CV nie jest warte mojego nieszczęścia i podjęłam pierwszą próbę zmiany. Ale zrobiłam to bardzo niezdarnie popełniając grzech śmiertelny:

Nie dałam sobie czasu, aby lepiej poznać samą siebie.

Ale nie zrozum mnie źle – nie mówię tu o sesjach u psychologa. Chodzi mi o konkret: jak z tego, co zrobiłeś do tej pory wyciągnąć esencję i przekuć to na pozytyw i jakiś konkretny kierunek? Przecież w każdej pracy zawsze był jakiś aspekt, jakaś czynność, które lubiłeś. W szkole miałeś przedmioty, które bolały cię mniej niż inne. Są tematy, które lubisz i zgłębiasz, choć nikt ci nie karze tego robić. Jak z tej bezładnej masy i strzępków informacji na swój temat ulepić jakiś sensowny kształt?

Brak tego etapu sprowadził na mnie dużo kłopotów mimo dumy, że zrobiłam coś na przekór systemowi, że odważyłam się nie zgodzić i z etatu przeszłam na własną działalność gospodarczą. Niestety, tematyka, jaką pochopnie wybrałam nie do końca miała sens w moim przypadku. Teraz wiem, że zmianę trzeba wprowadzać stopniowo, bez nerwów i bezsensownego buntu. Taki „bunt nastolatka” i tak uderzy nas rykoszetem.

Dlaczego tak ważne jest, aby dać sobie czas?

Dlatego, że musisz pogrzebać w swoim zawodowym życiorysie, który może wydaje ci się nudny, może zbyt mało wartościowy, a może w ogóle go nie lubisz i wyciągnąć z niego choć trochę prawdy o sobie. Jeśli aktualnie tkwisz w pracy, która ci się nie podoba to znaczy, że z jakiegoś powodu trafiłeś w to miejsce. Ja nie wierzę w przypadki i myślę, że wszystko ma swoje przyczyny. Prawdopodobnie nigdy nie miałeś szansy, aby przyjrzeć się temu, co w pracy sprawia ci radość oraz co ci wychodzi i wskazuje kierunek twoich naturalnych talentów. Powtórzę jeszcze raz: naturalnych talentów.

Ćwiczenie „Odkryj pracę, którą lubisz”

Kiedy wykonywałam pierwsze niezdarne ruchy w kierunku zmiany nie miałam żadnego mentora, nikogo, kto wskazałby mi mądrą drogę, taką, w której nie muszę ranić siebie swoimi decyzjami. Kiedy przyszło pierwsze poważne rozczarowanie moimi próbami zaczęłam szukać literatury na ten temat i tak poznałam pana Richarda Bolles’a, który uświadomił mi, jak wielki błąd popełniałam od samego początku:

Większość poszukujących, którym nie udało się znaleźć wymarzonej pracy, poniosła klęskę, nie dlatego, że za mało wiedzieli o rynku pracy, ale dlatego, że za mało wiedzieli o sobie.

Zamiast bez sensu przeglądać ogłoszenia z pracą patrząc „kogo to tam teraz szukają, może się nadam” zacznij od pobrania tego pdf’a i zanurz się we wspomnieniach. To ćwiczenie nie dość, że jest jednym z najlepszych drogowskazów, jakie spotkałam na swojej drodze to jeszcze sprawia dużo przyjemności.

Opis ćwiczenia

Jest to ćwiczenie, które może wykonać każdy, kto szuka nowych pomysłów na siebie, zawodową zmianę, własny biznes, na dodatkowe sposoby zarobienia pieniędzy, ale z wykorzystaniem tego, co już jest mu bliskie.

Ćwiczenie polega na rozpoznaniu umiejętności, które szczególnie lubisz. Nie takich, które ceni sobie rynek pracy, twój szef czy znajomi, ale ty sam. To będą twoje drogowskazy na przyszłość i punkt wyjścia do rozpoczęcia nowego zawodowego etapu, kiedy swoje mocne i lubiane strony będziesz „miksował” z tym, czego chce od ciebie świat.

Ćwiczenie składa się z 3 kroków:

KROK 1 – Co już umiem, co już wiem, czego się nauczyłem? bardziej lub mniej

Tu analizujesz swój życiorys i wszystkie doświadczenia na przestrzeni całego życia. Ale nie martw się – odpowiednio przygotowana tabelka w pełni ci to ułatwi.

KROK 2 – Co mnie kręci?

Na tym etapie segregujesz swoją wiedzę i umiejętności uwzględniając to, jak bardzo je lubisz i umiesz.

KROK 3 Wybierz 3 i zmiksuj!

Bierzesz 3 umiejętności z kroku drugiego, które są ci wyjątkowo bliskie i robisz z nich miks – tworzysz swoje nowe miejsce pracy.

Dokładne, szczegółowe opisy każdego z kroków i wygodne tabele znajdziesz w poniższym pliku.

Dodaj komentarz